28-05-2011   Tomasz Prusek

W roju wskaźników. Jak ocenić finanse spółki?

Wybierając spółkę, warto wiedzieć nie tylko, czy produkuje gwoździe, opony czy piwo, ale również, czy potrafi na tym zarabiać i jak radzi sobie z wypłacalnością. Prześwietlenie na własny użytek wyników da wiedzę o jej kondycji finansowej, zdolności do wypłaty dywidendy i relacji wyceny giełdowej do zysku na akcję

W poprzednich odcinkach naszego cyklu edukacyjnego można było się dowiedzieć, co to jest akcja i jakie prawa ma akcjonariusz. Czas przyjrzeć się samym spółkom, nie tylko ich podstawowej działalności, ale przede wszystkim wynikom finansowym, którymi karmią inwestorów minimum raz na kwartał. Po co? Można kupić akcje i na nich zarobić, nie wiedząc nawet, czym spółka się zajmuje, nie wspominając już o świadomości na temat jej finansowych osiągnięć. Tylko że takie podejście, ochrzczone mianem „strategii trepa”, może sprawdzać się co najwyżej podczas dziewiczej hossy na każdym młodym rynku, kiedy inwestorzy w owczym pędzie usiłują kupić jakiekolwiek akcje po jakiejkolwiek cenie. Tak rośnie spekulacyjna bańka, która potem z hukiem pęka.

Przećwiczyliśmy to w pierwszych latach warszawskiej giełdy. Krach wiosną 1994 r. udowodnił, że jednak warto interesować się spółkami, w które inwestuje się pieniądze, mieć choćby minimalną widzę o ich finansach, kondycji na tle branży czy perspektywach. Po dwóch dekadach przeprowadzania ofert publicznych na naszej giełdzie można, a nawet powinno się, wymagać od indywidualnych inwestorów uczestniczących np. w masowych ofertach pod szyldem „akcjonariatu obywatelskiego”, aby w dobrze pojętym własnym interesie mieli podstawową wiedzę, która pozwoli im rozeznać się w bilansach i rachunkach wyników firm.

Najważniejsze to przełamać strach przed liczbami. Nie trzeba być wcale dyplomowanym ekonomistą, aby poradzić sobie z podstawowymi danymi finansowymi spółek, poprawnie zinterpretować zmiany wskaźników i ocenić, czy warto kupić akcje. Odkrycie pierwszych sygnałów poprawy sytuacji finansowej to fundamentalna przesłanka do zakupu akcji. I przeciwnie - pogorszenie wyników powinno dać do myślenia akcjonariuszowi, czy warto dalej trzymać akcje, bo jeśli zysk będzie spadać, to spółka nie będzie miała z czego wypłacić dywidendy. W najgorszym razie narastające straty mogą prowadzić do bankructwa. Parafrazując powiedzenie: „Lepiej być pięknym, młodym i bogatym”, można powiedzieć, że „lepiej mieć spółkę zyskowną, poprawiającą wyniki i płacącą dywidendę”.Raporty finansowe są dostępne np. w prospektach emisyjnych, na stronach internetowych spółek oraz giełdowej www.gpwinfostrefa.pl gdzie wpadają wszystkie komunikaty emitentów. Kluczowe informacje znajdziemy w bilansie oraz rachunku zysków i strat.

Przychody przychodom nierówne

Chcąc zrozumieć, jak zbudowane są finanse firmy, wyobraźmy sobie piętrowy dom: na samej górze są przychody netto ze sprzedaży, a na samym dole to, co zostaje w spółce po odjęciu wszystkich kosztów i zapłaceniu podatków, czyli zysk netto, który można podzielić. Przyjrzyjmy się najpierw przychodom ze sprzedaży. Mówią one, jak firma radzi sobie na rynku, czy jej produkty są poszukiwane, czy też, owszem, produkuje, ale magazyny ma zapchane. W wypadku wielkich firm nawet kilkuprocentowy wzrost sprzedaży na konkurencyjnym rynku jest wystarczającą zachętą do rozważenia inwestycji w akcje.

Za to dynamiczna zmiana przychodów to cecha najczęściej młodych spółek, które dopiero starają się zawojować rynek i czasem wprowadzają nowatorskie produkty czy usługi. Po przychodach doskonale widać, jak firma radzi sobie zarówno w okresie świetnej koniunktury, gdy PKB rośnie o 5-6 proc., jak i przy spowolnieniu gospodarczym, gdy PKB szoruje po dnie. Zwiększanie sprzedaży jest często celem numer jeden, jaki stawiają przed sobą menedżerowie. Wielkość sprzedaży jest też istotna z innego powodu. Z jednej strony spółka dostaje pieniądze za swoje produkty lub usługi, ale z drugiej - ponosi koszty stałe, które musi pokryć (pensje pracowników, czynsze czy rachunki za prąd i telefon). Są one tak skalkulowane, aby można było je zapłacić z bieżących wpływów. Drastyczny spadek sprzedaży może oznaczać, że firma, chcąc utrzymać się na powierzchni, będzie musiała ciąć koszty, np. zwalniając pracowników. Oceniając wzrost sprzedaży, należy porównywać go ze wzrostem inflacji, bo można się dowiedzieć, czy zarządowi spółki udało się wygrać z inflacją. Obecnie inflacja przekracza 4 proc., co jest bardzo istotny punktem odniesienia dla oceny przychodów. Jeśli przychody urosły tylko o 3 proc., to bardzo niepokojący sygnał, że spółka np. nie potrafi lub nie może podnieść cen na konkurencyjnym rynku, i tak naprawdę w ujęciu realnym sprzedała mniej.

Oceniając przychody, trzeba też zwrócić uwagę na źródła, z jakich firma je czerpie. Może być to sprzedaż produktów oraz towarów i materiałów. Pierwsze źródło mówi o dochodach z własnej działalności, np. warzenia piwa. Jeśli w tym segmencie przychody rosną, to spółka lepiej sobie radzi na rynku. Jednak może też wcale nie produkować, tylko handlować cudzymi towarami, zatrzymując sobie marżę. Generalnie marża ze sprzedaży własnych produktów jest wyższa niż z towarów zakupionych i później odsprzedanych. Przykładem rozliczania takiej branży jest informatyka. Firmy najwięcej zarabiają na sprzedaży własnego oprogramowania i jeśli udział tej działalności w przychodach rośnie, to jest powód do dumy dla zarządu. Na pośredniczeniu w handlu sprzętem owszem robi się duży obrót, ale marża jest wielokrotnie niższa. Na tym można też jednak nieźle zarobić, choć biada spółce, która żyje wyłącznie z „przepuszczania” przez siebie towarów dla jednego czy dwóch dużych odbiorców. Jeśli ich zlecenia się skończą, to z dnia na dzień firma może wpaść w nie lada kłopoty. W praktyce prawie każda spółka czerpie przychody z obydwu źródeł. Dla akcjonariuszy ważne jest, aby w sumie przychody dynamicznie szły w górę, choć największą radość sprawia im wzrost sprzedaży własnych produktów, bo to przesądza o stanie finansów i wielkości zysku do podziału.

Jak porównywać przychody?

Najlepiej z analogicznym okresem poprzedniego roku obrachunkowego. Porównywanie np. trzeciego kwartału z drugim może wprowadzać w błąd, bo wiele spółek ma sezonową działalność, np. browary mają finansowe żniwa od czerwca do września, i odnoszenie tych wyników do stycznia-maja w praktyce mija się z celem. Dopiero, patrząc na przychody sprzed roku ma się najlepszą bazę, aby ocenić tegoroczne osiągnięcia. Dodatkową informacją pomagającą oszacować przychody w przyszłości jest porównywanie portfela zamówień, czyli tzw. backlog. To przydatny wskaźnik szczególnie w firmach informatycznych, bo porównując tegoroczny i zeszłoroczny, backlog można z dużym prawdopodobieństwem założyć, czy firma zdoła utrzymać poziom przychodów.

Patrz na wynik operacyjny

Same przychody mówią nam jednak niewiele bez odniesienia do kosztów. Dopiero po ich odjęciu okazuje się, jak funkcjonuje firma - czy ma stratę, czy też zysk na działalności podstawowej. To niższe piętro naszego finansowego domu. Jeśli już na tym poziomie spółka jest na minusie, to jej akcjonariusze powinni poważnie się zastanowić, bowiem ma całkowicie niedochodową działalność. Powodów może być co niemiara: od nieracjonalnie wysokich pensji i przerostów zatrudnienia, utrzymywania kosztownej floty samochodowej, po rosnące ceny surowców, materiałów albo mediów. Jaka by nie była przyczyna, to sygnał dla zarządu, że musi coś pilnie zrobić, aby obniżyć koszty, np. zwalniając część pracowników.Jednak tak naprawdę dla inwestora ważniejsze jest jeszcze niższe piętro - zysk operacyjny (EBIT). Dla wielu jest on istotniejszy nawet niż wynik netto (parter naszego domu) określa bowiem zdolność spółki do zarabiania na ogólnej działalności, do której została powołana.

Na tym poziomie obraz finansów firmy nie jest jeszcze wykrzywiony przez przychody finansowe (np. odsetki od trzymanych na koncie obligacji czy jednorazowych transakcji sprzedaży, np. papierów wartościowych). Jeśli wynik operacyjny jest na plusie lub - jeszcze lepiej - dynamicznie rośnie, to taka firma potrafi zarobić na siebie. To dlatego prezesi spółek, które są pogrążone w kłopotach finansowych, przedstawiając programy restrukturyzacji, najpierw mówią, kiedy spółka osiągnie dodatni wynik operacyjny, a dopiero później, kiedy zacznie zarabiać na czysto po opodatkowaniu. Będąc operacyjnie na plusie, spółka może łatwo wytłumaczyć się nawet ze straty netto, bo czasem decydują o niej jednorazowe zdarzenia. Jeśli w kolejnym roku nie wystąpią, nic nie stoi na przeszkodzie, aby pojawił się zysk netto, skoro operacyjnie spółka radzi sobie dobrze. Podając podstawowe dane finansowe, można posłużyć się trzema wielkościami: przychodami, wynikiem operacyjnym i netto.

Na tej podstawie można już wyciągnąć pierwsze wnioski o finansowej kondycji firmy.Porównanie dynamiki wzrostu kosztów i przychodów dostarcza ważnych informacji o tym, co może się wydarzyć w przyszłości, z wynikami spółki. Niepokojącym sygnałem jest wzrost kosztów np. o 20 proc., jeśli przychody w tym samym okresie urosły jedynie o 10 proc. Wniosek? Jeśli firmie nie uda się zapanować nad wzrostem kosztów, to wcześniej czy później wpędzi się w straty. Najlepiej, gdy tempo wzrostu przychodów jest wyższe niż kosztów.Zysk operacyjny służy do obliczania ważnego wskaźnika - rentowności operacyjnej majątku, czyli ROA (return on assets). Otrzymujemy go, dzieląc wynik operacyjny przez aktywa ogółem (z bilansu) - w ten sposób dowiadujemy się, jak efektywnie pracuje majątek firmy. Przyjmuje się, że spadek ROA oznacza pogorszenie sytuacji ekonomicznej firmy.


Dzielimy kasę na czysto, czyli zysk netto

W interesie każdego inwestora jest, aby spółka miała zysk netto. Nawet najlepszego wyniku operacyjnego nie da się rozdzielić między akcjonariuszy, bo jest to głównie informacja o sytuacji firmy, a nie coś, co można z niej wyciągnąć. Dopiero po uwzględnieniu wszystkich operacji finansowych przeprowadzonych przez spółkę, zdarzeń nadzwyczajnych niemających związku z jej podstawową działalnością oraz opodatkowaniu, otrzymujemy zysk netto. Często zdarza się, że zysk na poziomie operacyjnym „po drodze” zamienia się w stratę netto i w efekcie nie ma z czego wypłacić dywidendy. I odwrotnie. Mimo że spółka na zasadniczej działalności traci, to wykonuje jakieś zyskowne operacje finansowe, które pozwalają jej osiągnąć dodatni wynik netto.

Radość akcjonariuszy może być jednak w takim wypadku jednorazowa, jeśli w kolejnym okresie nadal operacyjnie będzie na minusie, a źródełko zysku z operacji finansowych wyschnie. Wówczas strata netto jest w zasadzie przesądzona. Dlatego, ciesząc się z zysku netto, warto przeanalizować, na czym tak naprawdę firma zarabia i czy ma szansę na kontynuowanie tego zarabiania w przyszłości. Podejrzenie powinien wzbudzać nieracjonalna skala skoku zysku netto, np. idąca w setki czy tysiące procent, bo często wcale nie pochodzi on z tego, co spółka wypracowała, bo musiałaby chyba odkryć złoża ropy na swojej działce, ale raczej jest wynikiem księgowych trików albo jednorazowych zdarzeń, np. dochodów ze sprzedaży spółki zależnej albo części majątku. I za rok dynamika „siądzie”.Zysk netto wypracowany przez spółkę pozwala na obliczenie wskaźnika zysku netto przypadającego na jedną akcję (z ang. EPS - Earnings Per Share). To bardzo popularny wskaźnik służący do oceny, o ile potencjalnie więcej lub mniej mogą dostać akcjonariusze w postaci dywidendy, jeśli na walnym zdecydują wypłacić zysk, np. w całości.

Czysty zysk służy też do wyliczania jednego z najważniejszych wskaźników giełdowych - C/Z , czyli Cena/Zysk netto na akcję (EPS). Mówi on, ile lat musiałby czekać właściciel akcji, aby zwrócił mu się wydatek na zakup papieru po danym kursie, przy założeniu, że 100 proc. zysku byłoby przeznaczane na dywidendę. Im niższy wskaźnik C/Z, tym lepiej.Z kolei, dzieląc zysk netto przez przychody ze sprzedaży, otrzymamy wskaźnik rentowności netto. Jeśli w miejsce przychodów wstawimy z bilansu kapitał własny, to otrzymamy ROE (return on equity) - wskaźnik rentowności kapitałów własnych. Mówi on nam, jaki procent kapitałów własnych stanowi osiągnięty zysk netto.

Co powiedzą wskaźniki płynności?

Jeśli spółka jest wypłacalna, to na bieżąco reguluje swoje zobowiązania, np. za media, surowce i materiały do produkcji. O prawdziwej sile jej finansów świadczy wartość kapitału obrotowego łatwego do zamienienia na gotówkę, czyli środków obrotowych pomniejszonych o zobowiązania bieżące - długi wobec dostawców, wynagrodzenia pracowników, pożyczki krótkoterminowe (do roku). W kapitale obrotowym bardzo duże znaczenie mają zapasy, które mogą być trudne do sprzedaży (np. niemodne ubrania z poprzedniego sezonu).

Wystarczy spojrzeć na dwa wskaźniki płynności finansowej, aby zorientować się, czy spółka ma wystarczająco dużo gotówki lub łatwo zbywalny majątek w stosunku do zobowiązań.Pierwszy wskaźnik mówi nam o płynności bieżącej. Określa on zdolność firmy do spłaty zobowiązań ze swoich środków obrotowych. Uzyskujemy go, dzieląc wartość środków obrotowych przez zobowiązania bieżące. Teoretycznie przyjmuje się, że wartość powinna być w przedziale 1,2-2, czyli środki obrotowe powinny przewyższać wielkość bieżących zobowiązań o 20 do 100 proc. Wyższa wartość świadczy już raczej o słabej gospodarności przedsiębiorstwa, które nie ma za bardzo pomysłu, jak wykorzystać swój potencjał.Jeszcze dokładniej możliwość oddania długów określa wskaźnik płynności szybkiej (powinien oscylować w przedziale 1-1,2), który oznacza natychmiastową zdolność do spłaty zobowiązań, eliminując z majątku obrotowego te elementy, które mogą być trudne do szybkiego upłynnienia, np. zapasy. Jeśli różnica między tymi wskaźnikami jest zbyt duża, może to być sygnałem, że firma zamroziła sporo pieniędzy w zapasach, które mogą być trudne do sprzedaży (choćby wspomniane już stare kolekcje ubrań). Nie dotyczy to firm produkujących sezonowo, zmuszonych gromadzić zapasy przed sezonem, np. browary na początku lata mają magazyny pełne piwa, aby nie zabrakło go w upalne dni.

Zobacz również

Kobieta na parkiecie

Podobno giełda to męska sprawa. Ale najważniejsze w inwestowaniu cechy...

Graj przeciw rynkowi

Skrajny pesymizm na giełdzie to najlepszy czas na zakupy akcji...

Nie walcz z trendem

Trend na giełdzie trwa tak długo, aż wystąpią bardzo wyraźne...

Rynek można pokonać

Nie kupuj akcji, kupuj spółki - radził Peter Lynch, jeden...

Rynek pod lupą

Inwestor bez dokładnej strategii działań jest jak generał bez planu...

Covered Call

Strategia Covered Call to jedna z popularniejszych i najprostszych strategii...

Inwestuj jak Graham

Nie kupuj na giełdzie optymizmu ani pesymizmu. Patrz na liczby...

Biurowce znów na topie

Spółki deweloperskie najgorsze czasy mają już za sobą. Teraz muszą...

Moc i potencjał w bankach

Na atrakcyjność sektora bankowego wpływa co najmniej kilkanaście czynników. Specyficzne...

Połakomić się na spożywcze akcje

O ile jeszcze cztery lata temu ponad połowę zysków firm...

Testy

Sprawdź
swoją
wiedzę

Zdobywaj
nagrody

Hasło dnia

PRYWATYZACJA POŚREDNIA

Prywatyzacja pośrednia, polega na zbywaniu należących do akcji/udziałów w spółkach w jednym z następujących trybów: oferta ogłoszona publicznie, przetarg publiczny, negocjacje podjęte na podstawie publicznego zaproszenia, przyjęcie oferty złożonej przez podmiot ogłaszający wezwanie, aukcja ogłoszona publicznie, akcji na rynku regulowanym. Zanim zainicjowany zostanie proces prywatyzacji pośredniej, musi zostać przeprowadzona komercjalizacja przedsiębiorstwa państwowego, polegająca na jego przekształceniu w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa. Przed rozpoczęciem prywatyzacji pośredniej, Minister Skarbu Państwa. Wyboru trybu dokonuje Minister Skarbu Państwa, biorąc pod uwagę w szczególności stopień skomplikowania planowanej transakcji, a także wielkość i kondycję ekonomiczno-finansową spółki. Dopuszczalne jest zbywanie Skarb Państwa posiada nie więcej niż 25% kapitału zakładowego.

Słownik