05-09-2011   Miłosz Węglewski/Newsweek

Rynek pod lupą

Inwestor bez dokładnej strategii działań jest jak generał bez planu bitwy. Skazany na klęskę.

Tak mawiał prawie wiek temu Jesse Livermore, ojciec giełdowej spekulacji, ale też pionier wnikliwej analizy rynku i jego otoczenia, bez której trudno mówić o inwestowaniu. W okresach gwałtownej huśtawki notowań akcji czy walut pomstowanie na spekulantów należy wręcz do dobrego tonu. Tyle, że to tak, jakby obrażać się na pogodę. Przecież 80-90 proc. codziennych transakcji na giełdach zawieranych jest z pobudek spekulacyjnych, z apetytem na rychły zysk. Bez tej armii graczy, traderów czy jak kto woli spekulantów, giełdy nie miałyby racji bytu. To oni gwarantują płynność obrotu, bez której nie mogłyby tu operować wielkie fundusze inwestycyjne czy emerytalne. To oni też, choć potęgują emocje w okresach rynkowej niepewności i momentach zwrotnych koniunktury, w efekcie jednak przesądzają o jej długoterminowych trendach. A także o racjonalnej na dłuższą metę wycenie spółek i całych sektorów gospodarki, która jest wypadkową przewidywań i decyzji aktywnych uczestników rynku.

W błędzie są przy tym ci, dla których giełdowa spekulacja oznacza zupełne bagatelizowanie biznesowych fundamentów i sprowadza się do emocjonalnej gry na zniżkę lub zwyżkę notowań, do polowania na górki i dołki cen akcji oraz prób wykorzystania zmiennych nastrojów rynku. Takie zachowania to domena mało doświadczonych graczy, których poczynaniami rządzą emocje. - Niekontrolowane emocje, od chciwości przez nadzieję po strach przed stratami, to najlepsi przyjaciele przegranych - mawiał Jesse Livermore, jedna z najbardziej fascynujących postaci w historii rynku finansowego, twórca podstawowych kanonów profesjonalnego tradingu. Opartego na wnikliwym śledzeniu zjawisk gospodarczych i ich dogłębnej analizie, będącej podstawą do tworzenia precyzyjnego planu gry inwestycyjnej, realizowanej potem z żelazną dyscypliną i konsekwencją. On nie próbował zgadywać ruchów rynku, czy akcji konkretnej spółki. Tworzył raczej własny scenariusz zachowań giełdy, budując go na logice realiów ekonomicznych, nawet jeśli większość uczestników rynku nie od razu je rozumiała i akceptowała.

Przyjrzyjmy się sytuacji z 18 kwietnia 1906 roku, dnia katastrofalnego trzęsienia ziemi na zachodnim wybrzeżu USA z epicentrum w San Francisco. Przez dobry tydzień bagatelizowanego przez nowojorską giełdę, uśpioną kilkuletnią prosperity amerykańskiej gospodarki i niedoceniającą konsekwencji tego kataklizmu. Livermore błyskawicznie zrozumiał, że jego skutki najbardziej odczuje transport kolejowy, bo jego infrastruktura została totalnie zniszczona, a jej odbudowa potrwa długie miesiące jeśli nie lata. Wziął więc na cel akcje spółki kolejowej Union Pacific, stabilne jeszcze kilka dni po katastrofie, zajmując na niej tzw. krótkie pozycje, co oznacza grę na zniżkę notowań. Wiedział, że prędzej czy później rynek będzie musiał zdjąć różowe okulary i skonfrontować swój optymizm z twardymi realiami. Ale nie postawił od razu wszystkiego na jedną kartę. Zgodnie z jedną ze swych kardynalnych zasad, aby kapitał angażować stopniowo, dzieląc go na kilka części, a największą inwestować dopiero wówczas, gdy rynek zaczyna już realizować nakreślony przez niego scenariusz. A ten okazał się trafny do bólu. Ponad 60-procentowa w ciągu paru tygodni przecena akcji Pacific Union wzbogaciła konto niespełna 30-letniego Livermore'a o ćwierć miliona dolarów, odpowiadające dziś kilku milionom.

Nie da się ukryć, że Livermore mnożył swój kapitał głównie na spadkach notowań. Nie bez powodu nadano mu przydomek Wielkiego Niedźwiedzia Wall Street. Skrupulatnie analizując zmiany w makroekonomicznym otoczeniu giełd, niezwykle trafnie przewidywał momenty zwrotne na rynku, w tym największe krachy tamtych czasów. Tak było w październiku 1907 roku, w przededniu kryzysu finansowego określanego później jako Bankers Panic, jako żywo przypominającego sytuację z 2008 roku. Ale to Livermore widział to, czego inni inwestorzy nie chcieli dostrzegać. Rosnący deficyt kapitału, coraz trudniejszy dostęp firm do kredytów, postępującą utratę zaufania do sektora finansowego ze strony obywateli, stopniowo wycofujących z banków swe depozyty. Gdy po pierwszych bankructwach banków rynek znalazł się na progu krachu, on finalizował już strategię gry na przecenę akcji. Na ponad 40 proc. spadku notowań wzbogacił się o ponad 30 mln dol. A na krachu z 1929 roku, którego recesyjne symptomy dostrzegł z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, zarobił około 100 mln dol (dzisiejsze prawie 1,5 mld dol ). Co syna ubogiego farmera z Massachusetts, który jako 14-latek uciekł z domu z 5 dolarami w kieszeni, uczyniło jednym z najbogatszych ludzi na świecie.

Ale jego kariera inwestycyjna, którą rozpoczął w firmie maklerskiej w Bostonie od spisywania kursów akcji z tablicy notowań, aby podczas przerw na lunch obstawiać ruchy cen w pobliskich firmach bukmacherskich, nie była wcale pasmem nieustających sukcesów. Ten samouk finansowy, obdarzony wielkim talentem matematycznym i niesamowitą wręcz pamięcią, dwa razy w życiu bankrutował. Ale za każdym razem podnosił się z upadku i co do centa spłacał wierzycieli, wyciągając wnioski ze swych klęsk. I chyba bardziej na nich właśnie, niż na sukcesach, zbudował swą ogromną wiedzę i doświadczenie w grze na giełdzie, którą zawarł w wydanej w 1940 roku książce "How to trade in stocs", do dziś uznawanej za biblię tradingu dla aktywnych inwestorów.

Nie jest to bynajmniej samouczek potocznie pojmowanej spekulacji. Livermore przestrzega raczej, jak nie popaść w jej szaleństwo, zachować zdrowy rozsądek i inwestycyjną dyscyplinę. - Nie walcz z trendem. To twój przyjaciel - w tym jednym ze swych głównych przykazań przestrzega przed nerwowym i przedwczesnym realizowaniem zysków, gdy rynek podąża w oczekiwanym przez inwestora kierunku. Ale gdy giełda ignoruje nasz scenariusz i brniemy w straty, Livermore radzi je szybko ciąć (zleceniami typu stop loss), aby nie stracić więcej niż dziesiątą część zaangażowanego kapitału. I zachęca do dokładnego analizowania każdej straty, aby nie dopuścić do niej w przyszłości. Nie ma zresztą sensu omawiania wszystkich jego zaleceń inwestycyjnych.

Wystarczy przytoczyć kilka złotych myśli.

  • Sukces na giełdzie jest pochodną cierpliwości, a potrzeba szybkiego wzbogacenia to zapowiedź klęski. 
  • Nie śpiesz się z decyzjami. Lepiej się trochę spóźnić i mieć rację, niż pomylić się w pośpiechu.
  • Gdy nie masz pewności co do kierunku rynku, nie miotaj się. Czekaj z gotówką pod ręką.
  • Nie poluj na szczyty i dołki. To zajęcie dla głupców. Obstawiaj trendy.
  • Ogranicz liczbę posiadanych akcji do takiej, którą będziesz w stanie w pełni kontrolować.
  • Jeśli twoja decyzja jest dobrze przemyślana, nie zmieniaj jej pod wpływem komentarzy analityków czy znajomych. Ufaj sobie.
  • Jeśli nie możesz spać w nocy ze względu na zaangażowany kapitał, to znaczy że przesadziłeś. Zmniejsz go 
  • Angażuj duży kapitał tylko wtedy, gdy wszystkie okoliczności przemawiają na twoją korzyść.
  • Unikaj kupowania tanich akcji, tylko dlatego że są tanie. Szukaj mocnych.
  • Nie próbuj być na rynku cały czas. To zbyt wielkie obciążenie psychiczne. 
  • Reinwestuj tylko połowę zysków z inwestycji. Resztę trzymaj w gotówce, albo przeznacz na kolację bądź na zakupy. To bardzo wzmacnia motywację inwestycyjną.

Wydają się oczywiste, wręcz banalne, prawda ? A jednak większość giełdowych graczy zapomina o zaleceniach Livermore'a. Szkoda, bo na rynkach nie królowałyby emocje i chaos, tylko rozsądek i chłodna kalkulacja. 

Polecamy również 

Rynek pod lupą  - artykuł z Newsweeka w wersji pdf

Zobacz również

Kobieta na parkiecie

Podobno giełda to męska sprawa. Ale najważniejsze w inwestowaniu cechy...

Graj przeciw rynkowi

Skrajny pesymizm na giełdzie to najlepszy czas na zakupy akcji...

Nie walcz z trendem

Trend na giełdzie trwa tak długo, aż wystąpią bardzo wyraźne...

Rynek można pokonać

Nie kupuj akcji, kupuj spółki - radził Peter Lynch, jeden...

Covered Call

Strategia Covered Call to jedna z popularniejszych i najprostszych strategii...

Inwestuj jak Graham

Nie kupuj na giełdzie optymizmu ani pesymizmu. Patrz na liczby...

Biurowce znów na topie

Spółki deweloperskie najgorsze czasy mają już za sobą. Teraz muszą...

Moc i potencjał w bankach

Na atrakcyjność sektora bankowego wpływa co najmniej kilkanaście czynników. Specyficzne...

Połakomić się na spożywcze akcje

O ile jeszcze cztery lata temu ponad połowę zysków firm...

Testy

Sprawdź
swoją
wiedzę

Zdobywaj
nagrody

Hasło dnia

PRYWATYZACJA POŚREDNIA

Prywatyzacja pośrednia, polega na zbywaniu należących do akcji/udziałów w spółkach w jednym z następujących trybów: oferta ogłoszona publicznie, przetarg publiczny, negocjacje podjęte na podstawie publicznego zaproszenia, przyjęcie oferty złożonej przez podmiot ogłaszający wezwanie, aukcja ogłoszona publicznie, akcji na rynku regulowanym. Zanim zainicjowany zostanie proces prywatyzacji pośredniej, musi zostać przeprowadzona komercjalizacja przedsiębiorstwa państwowego, polegająca na jego przekształceniu w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa. Przed rozpoczęciem prywatyzacji pośredniej, Minister Skarbu Państwa. Wyboru trybu dokonuje Minister Skarbu Państwa, biorąc pod uwagę w szczególności stopień skomplikowania planowanej transakcji, a także wielkość i kondycję ekonomiczno-finansową spółki. Dopuszczalne jest zbywanie Skarb Państwa posiada nie więcej niż 25% kapitału zakładowego.

Słownik