Reguły gry I
Warszawska giełda okrzepła, przestała być maszynka do zarabiania pieniędzy, jaka była na początku swojego istnienia. Dziś, żeby na niej zyskać, nie wystarczy dysponować odpowiednio wysokim kapitałem (minimum kilkadziesiąt tysięcy złotych) ani dobrymi chęciami. Musi stać za tym solidne przygotowanie teoretyczne z dziedzin wydawałoby się odległych od wiedzy rynkowej oraz technik dokonywania operacji giełdowych, np. z dziedziny psychologii.
Ludzie mają skłonność do szukania i widzenia tego, co sami pragną znaleźć. Dlatego tez na ogół nie patrzą na rynek w sposób neutralny i nie potrafią poddać się jego nurtowi. Wciąż szukają tego, co spodziewają się zobaczyć. Optymista wiecznie będzie wierzył, ze hossa jeszcze się nie skończyła, nawet gdy większość graczy będzie z rynku panicznie uciekać. Pesymista w każdej korekcie dostrzeże nieuchronna zapowiedz bessy. Jedni i drudzy przyjmą hazardowe założenie, że po serii przegranych rośnie prawdopodobieństwo wygranej i na odwrót. Prowadzi to do inwestowania życzeniowego, a nie do właściwego rozpoznawania sytuacji i antycypowania faktycznych ruchów rynku.
Wyznaczenia celów i racjonalnej oceny własnych możliwości nie naucza dobre rady całych zastępów doradców inwestycyjnych i komentatorów. Samooceny trzeba dokonać samemu, tym bardziej ze wielu analityków po prostu się myli, nawet jeśli świecie wierzy w to, co mówi. Niektórzy z nich głoszą na przykład zasadę kupowania i trzymania akcji. Bierne trzymanie walorów ma te zaletę, że nie trzeba rokrocznie płacić podatków od zysków, a wzrost cen wydaje się gwarantowany w dłuższym terminie. Porównanie wycen spółek giełdowych sprzed 10 lat i obecnie dowodzi, że zasada kup i trzymaj nie przynosi jednak znacząco lepszych wyników niż prosta i bezpieczna inwestycja w obligacje Skarbu Państwa.
Korzystanie z okresowych pozytywnych i negatywnych wahań koniunktury wydaje się zdecydowanie bardziej efektywna strategia inwestycyjna, choć zajścia tych zdarzeń nie da się dokładnie przewidzieć. Żeby je wykorzystywać, trzeba się przede wszystkim nauczyć kontrolować emocje, strach i chciwość.
Od czego zależy sukces
Mitem jest przekonanie, że na giełdzie wygrywają jedynie wtajemniczeni (insiderzy), dysponujący wcześniej informacjami pozwalającymi szybko zająć pozycje lub ją zamknąć. Tacy ludzie najczęściej kończą w więzieniu. Nieprawdą jest też przeświadczenie, jakoby gruntowne wykształcenie ułatwiało inwestowanie, czyniąc je bardziej skutecznym.
Milionerami na giełdzie zostawali najczęściej ludzie, którzy potrafili powiązać dyscyplinę, doświadczenie i chłodną głowę. Uniwersalnych i doskonałych metod na osiągniecie bogactwa nie ma. Przeciętnie dopiero po 3−5 latach od rozpoczęcia przygody z giełda osiąga się pierwsze sukcesy. Statystycznie połowa operacji kończy się porażką. A zaczyna się zwyciężać, kiedy gracz nauczy się w końcu przegrywać.
Zdaniem Donalda Cassidy’ego, autora klasycznego podręcznika giełdowego „Kiedy sprzedawać akcje”, nieważne jest, w jakim momencie gospodarczej koniunktury wchodzi się na giełdę. Liczy się moment wyjścia, zamknięcia pozycji, bo to sprowadza marzenia na ziemie, weryfikuje oczekiwania, decyduje o osiągnieciu celu (zysku) lub wręcz przeciwnie.
Nie ma nic gorszego niż sprzedaż akcji pod presja, w sytuacji przymusu finansowego (życiowa konieczność natychmiastowego zdobycia pieniędzy); bo przecież – w nadziei na godziwie zyski – zwykle czeka się na osiągniecie szczytu cen. A gdy te zaczynają spadać, trzyma się akcje nadal, ufając, że w końcu odbija. Tymczasem akcje spadają i spadają. Strata – po przymusowej sprzedaży − boli wtedy najbardziej. Dlatego tak ważne przed dokonaniem jakiejkolwiek transakcji jest określenie ram czasowych inwestowania (długo lub krótkoterminowego) i oszacowanie potencjalnego zysku oraz dopuszczalnej straty, co najlepiej zapisać na kartce i egzekwować.
Szybka sprzedaż (stop loss) stanowi wtedy jedyne sensowne zabezpieczenie przed utratą znacznej części kapitału. Doświadczeni gracze wiedzą, że zdolność akceptacji straty jest jak dar od Boga, bo pozwala na rozsądne postepowanie tam, gdzie rządzą stadne odruchy, myślenie życzeniowe i zaklinanie rzeczywistości.
Kluczem do sukcesu zawsze było i będzie robienie tego, co nie jest łatwe. Kupno, które wydaje się kuszące i nazbyt oczywiste, prawie zawsze okazuje się nietrafione. Najlepsze okazje zdarzają się wtedy, gdy inwestor musi się wahać, zastanawiać i walczyć ze sobą, bojąc się podzielić swoim pomysłem nawet z zaprzyjaźnionym maklerem. Gdy zaś czuje się przywiązany do swoich akcji, bo tak dobrze mu z nimi idzie i chce je nadal mieć, najwyraźniej jest spóźniony.
Thomas Herzfeld, członek zarządu firmy maklerskiej z Florydy, powiedział kiedyś dziennikarzowi „The Wall Street Journal”: Kupujemy na wieść o wojnie, trzęsieniu ziemi, zamieszkach, zamachach i dewaluacji. Sprzedajemy, gdy słyszymy o pokoju, porozumieniach o wolnym handlu i innych dobrych rzeczach. Tylko odrzucając stereotypowe rozwiązania inwestor znacząco zwiększa swoje szanse pozostania poza kręgiem przegranych.
Bernard Baruch, który odniósł wielki sukces na Wall Street, streścił najistotniejsza ze swoich rad w pięciu zaledwie słowach: Nigdy nie idź za tłumem. Sygnałem ostrzegawczym powinno być narastające poczucie pewności siebie prowadzące do zaślepienia i inwestowania właśnie wtedy, gdy należy sprzedawać. Zasada działania − opieranie się prądom rynkowych emocji, obserwacja i myślenie wbrew opinii większości. Im silniejszy prąd, tym mocniejsze powinno być zdecydowanie – właśnie wówczas, gdy pokusa przyłączenia się do tłumu jest największa.
Należy pamiętać, że najgłębsze dołki pojawiają się, z definicji, w atmosferze strachu i przygnębienia, a nawet paniki. Najwyższe szczyty powstają zaś wtedy, gdy inwestorzy są w największej euforii, kiedy wszyscy nowi nabywcy zajęli już pozycje, a w mediach pojawiają się triumfalne doniesienia o nowych rekordach hossy. Van K. Tharp w jednej z najlepszych książek poświęconych grze na giełdzie „Giełda, wolność i pieniądze. Poradnik spekulanta” twierdzi, że spekulacja sprowadza się w stu procentach do psychologii i że psychologia obejmuje również zarzadzanie pieniędzmi oraz prace nad systemem, który każdy musi sobie wypracować sam. Bo zachowania ludzi nie da się przewidzieć, a metoda doskonała nie istnieje.
Polecamy rówenież Reguły gry II
Zobacz również
Moc i potencjał w bankach
Na atrakcyjność sektora bankowego wpływa co najmniej kilkanaście czynników. Specyficzne...
Testy
Sprawdź
swoją
wiedzę
nagrody
Hasło dnia
Prywatyzacja pośrednia, polega na zbywaniu należących do akcji/udziałów w spółkach w jednym z następujących trybów: oferta ogłoszona publicznie, przetarg publiczny, negocjacje podjęte na podstawie publicznego zaproszenia, przyjęcie oferty złożonej przez podmiot ogłaszający wezwanie, aukcja ogłoszona publicznie, akcji na rynku regulowanym. Zanim zainicjowany zostanie proces prywatyzacji pośredniej, musi zostać przeprowadzona komercjalizacja przedsiębiorstwa państwowego, polegająca na jego przekształceniu w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa. Przed rozpoczęciem prywatyzacji pośredniej, Minister Skarbu Państwa. Wyboru trybu dokonuje Minister Skarbu Państwa, biorąc pod uwagę w szczególności stopień skomplikowania planowanej transakcji, a także wielkość i kondycję ekonomiczno-finansową spółki. Dopuszczalne jest zbywanie Skarb Państwa posiada nie więcej niż 25% kapitału zakładowego.
Słownik
