27-09-2011   Miłosz Węglewski/Newsweek

Graj przeciw rynkowi

Skrajny pesymizm na giełdzie to najlepszy czas na zakupy akcji - twierdził John Templeton, jeden z najsłynniejszych inwestorów XX wieku.

Pod koniec 2005 roku, na ponad dwa lata przed śmiercią, 83 - letni John Templeton napisał do rodziny i najbliższych przyjaciół krótki list, swoiste memorandum inwestycyjne, o którym świat dowiedział się dopiero w 2010 roku. A szkoda, bo być może wcześniejsze upublicznienie przemyśleń jednego z największych guru giełdowych zeszłego stulecia szerzej otworzyłoby oczy ekonomistów i polityków na to, do czego dojrzewa sytuacja w gospodarce, a zwłaszcza na rynku finansowym. Diagnoza Templetona była bowiem jednoznaczna: - Zbliżamy się do szczytu prosperity gospodarczej. W USA rośnie bańka na rynku nieruchomości, coraz poważniejszy staje się też problem zadłużenia państwa i obywateli. Grozi nam gwałtowny spadek wartości i wyceny aktywów finansowych. Przed upływem pięciu lat w USA i wielu innych krajach dojdzie do ogromnego finansowego chaosu - zapowiadał. W tym czasie amerykańskie banki wciskały kredyty hipoteczne nawet bezrobotnym, finansiści tworzyli na ich bazie skomplikowane instrumenty finansowe i zalewali nimi świat, a obywatele i inwestorzy płacili niebotyczne ceny za nieruchomości i akcje. Boom gospodarczy i giełdowa hossa wchodziły w fazę euforii.

Dla Templetona, który zaczął kupować akcje już przed II wojną światową, a doświadczenia inwestycyjne zbierał podczas kilku długoterminowych cykli koniunktury, była to sytuacja wręcz modelowa. Nie raz powtarzał, że hossy rodzą się z pesymizmem, wzrastają na sceptycyzmie, dojrzewają na fali optymizmu, a giną od euforii. Na tym zresztą opierała się przez dziesięciolecia jego strategia inwestycyjna, przynajmniej jeśli chodzi o wybór momentu do napełniania portfela akcjami bądź ich odsprzedawania. Można ją określić jako strategię gry przeciw rynkowi, a także przeciw tłumowi, jeśli rozumieć przez to pospolite ruszenie inwestorów, ale i większości analityków, także ulegającym instynktom stadnym i dopasowującym swe opinie do sytuacji na rynku. Powtarzał do znudzenia, że okresy największego pesymizmu na rynku to najlepsza pora na przemyślane zakupy, a skrajny, bezkrytyczny optymizm powinien być ostatnim dzwonkiem do pozbycia się akcji. Przekonywał też, że jednym z najlepszych sposobów poszukiwania okazji na rynku jest kupowanie tego, co w popłochu sprzedaje większość inwestorów.

Tę strategię gry przeciw rynkowi John Templeton zastosował po raz pierwszy już jako 26-letni młodzieniec, który po studiach menedżerskich i finansowych na Yale i Oxfordzie trafił do firmy maklerskiej na Wall Street. Było to kilka miesięcy przed wybuchem wojny w Europie i w dołku koniunktury gospodarczej w USA, gdy inwestorzy wyprzedawali akcje w panice i za bezcen. Za pożyczone od szefa 10 tys. dolarów kupił po 100 akcji wszystkich spółek na giełdzie nowojorskiej, które wyceniane były poniżej 1 dolara. Jedna trzecia tych spółek zbankrutowała, ale notowania pozostałych, które zyskały na wojennym i powojennym boomie gospodarczym, wystrzeliły w niebo i zwielokrotniły kapitał Templetona. Po latach przyznawał, że takie rzucanie wyzwania rynkowi miało więcej wspólnego z pokerem, grą w którego finansował zresztą po części swe studia, niż z poważnym inwestowaniem. Dlatego w późniejszych latach stawiał już na skrupulatną kalkulację ryzyka, która stała się jednym z jego największych atutów jako szefa funduszu inwestycyjnego Templeton Growth Fund, jednego z najsłynniejszych funduszy na świecie.

Ten założony w 1954 roku fundusz powierniczy (mutual fund), dzieło życia Templetona, już w ciągu roku zebrał od klientów prawie 300 mln dol. 38 lat później, gdy przechodząc na emeryturę odsprzedawał swój sztandarowy fundusz grupie Franklin Financial, jego aktywa sięgały 30 mld dol. W całym tym okresie Templeton Growth Fund miał średnioroczną stopę zwrotu bliską 15 proc., o jedną trzecią wyższą niż przeciętny wzrost jednego z głównych indeksów Wall Street, S&P 500. Trudno o lepsze potwierdzenie skuteczności strategii gry przeciw rynkowi, którą z powodzeniem stosował w czasie największych zawirowań giełdowych drugiej połowy XX wieku. By wspomnieć o pierwszym kryzysie azjatyckim w 1987 roku czy bańce internetowej końca wieku (nadal był inwestorem mimo emerytury), przed pęknięciem której opróżnił portfele swych funduszy z akcji większości tzw. dotcomów.

Wypatrując najdogodniejszych momentów do zwiększania bądź zmniejszania zaangażowania w akcje nigdy jednak nie korzystał ze wskazań analizy technicznej, której nie uznawał jako metody inwestowania. Stawiał na wnikliwą analizę cykli koniunktury, a jeśli chodzi o wybór konkretnych spółek był zdeklarowanym fundamentalistą i zwolennikiem inwestowania w wartość. - W dłuższej perspektywie sukces na giełdzie może zagwarantować tylko podejście fundamentalne, bazujące na badaniu kondycji firm i ich perspektyw - twierdził. Był tu konsekwentny i cierpliwy, inwestując w spółki w wieloletnim horyzoncie, dłuższym nawet niż pełen cykl koniunktury gospodarczej. Statystycy rynku obliczyli, że w portfelu jego funduszy akcje danej spółki pozostawały średnio 6-7 lat. Ale to nie znaczy, że koncentrował się na wąskiej grupie firm czy kilku branżach. Przeciwnie. W portfelu Templeton Growth Fund reprezentowanych było zwykle około tysiąca spółek. Dywersyfikacja aktywów była bowiem jednym z filarów jego strategii inwestycyjnej. - Dywersyfikacja oznacza bezpieczeństwo. Każdy inwestor powinien mieć w portfelu szerokie spectrum inwestycji, aby nie ryzykować postawienia wszystkiego na złą kartę i w złym czasie - przekonywał.

Ale było jeszcze coś, co chyba najbardziej wyróżniało Johna Templetona spośród współczesnych mu menedżerów funduszy inwestycyjnych. Nie bez powodu Templeton Growth Fund nazwano pierwszym na świecie globalnie zdywersyfikowanym funduszem inwestycyjnym. W latach 60. i 70-tych amerykańskie fundusze powiernicze ograniczały się w inwestycjach do rynku USA, incydentalnie tylko kupując brytyjskie, niemieckie czy francuskie blue chipy. Templeton natomiast bardzo szybko wyszedł z inwestycjami poza te przetarte szlaki. Było to zresztą pochodną jego życiowych losów i wyborów. Urodzony w małym miasteczku Winchester w stanie Tennessee, na półmetku życia został obywatelem brytyjskim ( z nadanym przez Elżbietę II tytułem szlacheckim ), a później stał się rezydentem Nassau na Bahamach. Tuż po studniach, w 1936 roku, odbył swą pierwszą, kilkumiesięczną podróż dookoła świata, powtarzając ją potem parokrotnie. Ale podziwiał nie tylko krajobrazy i zabytki. Przyglądał się bacznie gospodarkom, firmom i rynkom Ameryki Południowej, Azji a nawet Afryki. Aby po latach zacząć tam inwestować, szukając tanich spółek o obiecujących perspektywach. 

Nie ma przesady w stwierdzeniu, że to sir Templeton odkrył dla zachodnich inwestorów, w latach 60-tych, rynek finansowy Japonii. A ponad dekadę później dostrzegł potencjał i perspektywy rynków w Singapurze i Hongkongu, dziś zaliczanych do centrów finansowych świata. - Szukając po całym świecie można znaleźć znacznie więcej korzystnych okazji inwestycyjnych niż koncentrując się na rynku amerykańskim - mawiał. Dziwiąc się przy tym, że nawet tak słynni i bogaci inwestorzy z USA jak Warren Buffett koncentrują się w inwestycjach na rynku amerykańskim. - Bądźcie otwarci na świat. Korzystajcie z wolnego, międzynarodowego rynku - apelował. Dobrze, że dziś nikogo już nie trzeba do tego przekonywać. 

Graj przeciwko rynkowi  - artykuł z Newsweeka w wersji pdf

Zobacz także:
giełda inwestor inwestowanie

Zobacz również

Kobieta na parkiecie

Podobno giełda to męska sprawa. Ale najważniejsze w inwestowaniu cechy...

Nie walcz z trendem

Trend na giełdzie trwa tak długo, aż wystąpią bardzo wyraźne...

Rynek można pokonać

Nie kupuj akcji, kupuj spółki - radził Peter Lynch, jeden...

Rynek pod lupą

Inwestor bez dokładnej strategii działań jest jak generał bez planu...

Covered Call

Strategia Covered Call to jedna z popularniejszych i najprostszych strategii...

Inwestuj jak Graham

Nie kupuj na giełdzie optymizmu ani pesymizmu. Patrz na liczby...

Biurowce znów na topie

Spółki deweloperskie najgorsze czasy mają już za sobą. Teraz muszą...

Moc i potencjał w bankach

Na atrakcyjność sektora bankowego wpływa co najmniej kilkanaście czynników. Specyficzne...

Połakomić się na spożywcze akcje

O ile jeszcze cztery lata temu ponad połowę zysków firm...

Testy

Sprawdź
swoją
wiedzę

Zdobywaj
nagrody

Hasło dnia

PRYWATYZACJA POŚREDNIA

Prywatyzacja pośrednia, polega na zbywaniu należących do akcji/udziałów w spółkach w jednym z następujących trybów: oferta ogłoszona publicznie, przetarg publiczny, negocjacje podjęte na podstawie publicznego zaproszenia, przyjęcie oferty złożonej przez podmiot ogłaszający wezwanie, aukcja ogłoszona publicznie, akcji na rynku regulowanym. Zanim zainicjowany zostanie proces prywatyzacji pośredniej, musi zostać przeprowadzona komercjalizacja przedsiębiorstwa państwowego, polegająca na jego przekształceniu w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa. Przed rozpoczęciem prywatyzacji pośredniej, Minister Skarbu Państwa. Wyboru trybu dokonuje Minister Skarbu Państwa, biorąc pod uwagę w szczególności stopień skomplikowania planowanej transakcji, a także wielkość i kondycję ekonomiczno-finansową spółki. Dopuszczalne jest zbywanie Skarb Państwa posiada nie więcej niż 25% kapitału zakładowego.

Słownik